8.8.11

Czy my w ogóle mamy "naszą" kadrę narodową?

Do drużyn, które będą walczyć górną część tabeli zaliczam Wisłę, Legię, Polonię, Śląsk, Jagiellonię, Bełchatów, Lechię, Lecha oraz Zagłębie.
Mamy tutaj aż 9 zespołów, które stanowią dziś o sile ligi polskiej. Trzy z nich nadal reprezentuje nas w europejskich pucharach, z czego wszyscy jesteśmy niezmiernie dumni.

Czytając po meczowe relacje jestem w stanie stwierdzić, że polska liga w końcu rośnie w siłę. Powoli, krok po kroku, lecz całkiem widocznie. Pierwszym przykładem są problemu beniaminków, które łącznie straciły już 17 bramek w 4 meczach. Stajemy się jak premierleague, gdzie awans do najwyższej klasy rozgrywek to całkiem inna bajka co walka w niej. Najbardziej rzuca się w oczy bezradność obrony w obu teamach. Na tych pozycjach w obu klubach gra 7 Polaków i jeden reprezentant Słowacji, wszyscy mają spore doświadczenie na boiskach drugiej ligi, gdzie radzili sobie nienagannie. Jak widać gra w ekstraklasie to już całkiem inna bajka, taka analogia do premierleague :)

Przypatrzmy się teraz blokom defensywnym w drużynach z czołówki.
Polonia i Legia jako jedyne w obronie reprezentowane są tylko i wyłącznie przez Polaków. Większość z nich to byli lub aktualni reprezentanci Polski, jak Wawrzyniak, Żewłakow, Komorowski, Jodłowiec, Kokoszka czy Baszczyński. Niestety nie każdy klub stać na Polaków. Zobaczmy jak sobie radzą inne te mniej zamożne drużyny.
Jagiellonia - 1 Polak, Lech - 2 Polaków - ponownie obaj są reprezentantami kraju, Zagłębie - 1 Polak, Śląsk - 3 Polaków, Bełchatów - 3 Polaków, Lechia - 1 Polak no i na deser Wisła z blokiem defensywnym złożonym tylko z obcokrajowców . Czyli na 36 zawodników 19 jest naszymi rodakami z czego 15 nie osiągnęło jeszcze wieku 30 lat.

Piszę o tym gdyż denerwuje mnie podejście naszego trenera kadry narodowej do naturalizowania graczy z za granicy. Nasz arcy Franz poszedł na łatwiznę.

W polskiej lidze w najlepszych klubach biega 15 graczy nazywanych obrońcami, kilku następnych zdobywa doświadczenie za granicami kraju. Jakby tego było mało w pozostałych zespołach biega kolejnych 20 defensorów.

A Smuda, zamiast jeszcze bardziej podkreślać, dziś u progu EURO 2012, że w raz ze stadionami musimy zainwestować w młodzież i infrastrukturę dla nich, że musimy zacząć szkolić nowych trenerów, edukować wuefistów, zmienić pogląd na rozgrywki najmłodszych, ściąga piłkarzy, którzy z Polską mają tyle wspólnego co tata Kazika z mercedesami.

Niektórzy powiedzą, że we Francji czy Niemczech też grają naturalizowani obcokrajowcy jak Podolski, Klose, Khedira, Boetangowie, czy cała masa afrykańskich Francuzów. Ale zwróćmy uwagę na jeden najważniejszy fakt. Tych piłkarzy wykształciły federacje dla których oni teraz grają. Podolski i Klose nie nauczyli się grać w piłkę w Polsce, Boenish, Obraniak czy Polanski również. Także, to co my robimy to zwykła i brzydka kradzież zawodników innym reprezentacjom. Tak jak kiedyś samochody, tak dziś piłkarzy...
Co najgorsze i najbardziej przykre w tym wszystkim, robimy to kosztem szkolenia w Polsce.

Ja osobiście wolę przegrać na EURO 2012, lecz składem polskich Polaków, wychowanych w Polsce. Żeby po wygranej Polaków nad Niemcami, nasi zachodni rywale nie napisali, że bramki strzelali tylko wychowankowie niemieckiej szkoły piłkarskiej Polanski, Boenish oraz Lahm...
A po remisie z Francją i bramkach Obraniaka i Perquisa, żaden z Legionistów czy Wiślaków nie będzie mógł się utożsamić z bramkami "naszych" strzelców.
Bo tak faktycznie czy te bramki strzelaliśmy my? Czy oni?

Brak komentarzy: