S jak szacunek
Z największym szacunkiem i podziwem patrzyłem wczoraj na meczu obserwując wodzireja imprezy. I na pewno nie był to spiker, który ze swoim strasznie zniewieściałym głosem powtarzał „Proszę nie przeklinać, bardzo proszę nie przeklinać!„
Chodzi mi o „króla młyna”, który na stadionie jawił się w czterech osobach: dwóch bębniarzy, oraz górującego nad nimi nie wysokiego człowieka z megafonem w ręku. Facet stał na podwyższeniu i przez całe 90 minut, skakał, tańczył, krzyczał i nad zwyczajniej w świecie dyrygował kilkoma tysiącami gardeł i rąk. Czwarty z tej wielkiej czwórki stał na górnej trybunie i w podobnym stylu aczkolwiek z mniejszą gracją, synchronizował tłum wyższej części „żylety”.
Zjawisko to na mnie wywarło największe wrażenie.
O takich ludziach powinno się nakręcać filmy i pisać artykuły i nie ważne jaką mają historię oraz reputację poza stadionową.
Oni są LIDERAMI. Prawdziwymi Menadżerami ogromnej firmy, zwanej „żyletą Legii”. Zarządzają firmą zrzeszającą ponad 10 000 ludzi.
Wyobrażam sobie, że całymi dniami ich życie krąży wokół stadionu oraz meczu. Bo ich życiem jest Legia i doping.
Bo tak naprawdę to Legię tworzą kibice, oraz działacze, a nie piłkarze z całego świata. Oni przychodzą i odchodzą, a „żyleta” i kibice nadal trwają.
Spójrzmy na te cztery osoby od strony biologicznej.
One są sercem organizmu składającego się z 8 268 odrębnych komórek. Odpowiadają za ich synchronizację, dzięki której ten organizm żyje. Wodzirej intonuje pieśń. Ale żeby wszystkie 8268 organizmów zaczęło równo jak akademicki chór, potrzebni są bębniarze. Oni z dobrym wyczuciem rytmu naprowadzają organizm na właściwe tory. Bum, bum, bum jak w armii.
Niektórzy mówią, że to banda idiotów, prostaków i bandytów. Ale w tej bandzie mamy hierarchię jak w wojsku. Jest starszyzna, są najmłodsi, jest organ administracji, zapewne i skarbnik i co najważniejsze jest ład i porządek. I to winą państwa, klubów, PZPN czy innych ludzi zakochanych w sobie jest fakt, że tej energii nie wykorzystujemy całkowicie w pozytywny sposób.
Wracając do samej instytucji „króla młyna”, najbardziej wstrząsające dla mnie było, że te 4 osoby poświęcają się całkowicie dla dobra ogółu. Mecz jest obok nich albo co gorsza za nimi.
Po straconej bramce czy zdobytej działają tak samo. Nadal intonują pieśni, przyśpiewki czy oklaski. Bez chwili wytchnienia.
Po prostu S jak szacunek dla nich.
G jak głupota.
Wczoraj „siedziałem” w ostatnim rzędzie zaraz przy alejce przy drzwiach. Siedziałem w cudzysłowie gdyż zaraz jak się zaczął mecz wszyscy przede mną wstali, nie wiem, czy żeby lepiej widzieć, żeby nie zmarznąć czy po prostu z emocji. Faktem jest, że od pierwszej minuty cała trybuna stała i czasami śpiewała.
Po 10 minutach, tchnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Odwróciłem się.
Za mną siedział facet po trzydziestce. Siedział nie stał.
Niestety.
Chłopak przykuty do wózka inwalidzkiego przez to, że staliśmy widział czasami urywek akcji pomiędzy głowami ludzi stojących przed nim.
Ogarnął mnie smutek. Przeprosiłem. Usiadłem na oparciu i tak spędziłem pozostałe 80 minut meczu. Podobnie do mnie uczyniły 2 osoby obok mnie. Za pewne dzięki nam ten facet obejrzał 50% więcej meczu niż zazwyczaj. Smutne.
A raczej głupota ludzi, którzy budowali stadion. 20 cm wyższe podwyższenia czy progi dla inwalidów i każdy ten mecz mógłby oglądać w komforcie.
Ten chłopak był mi na prawdę wdzięczny. Za każdym razem gdy szliśmy do wc czy do punktu gastro, podawał rękę i wciągał nas na górę. Pomagał nam tak jak my postaraliśmy mu się pomóc. Ale to zwykła abstrakcja.
G jak głupota.
Ale jak pomyśleć te miejsca dla inwalidów nadal można przebudować tak, aby Ci którzy, niestety nie mogą wstać i śpiewać mogli cieszyć się widowiskiem na które chodzą zapewne z elką w sercu.
Ja na Legię chodzę sporadycznie.
Ale Wy powalczcie o to.
Dla nich.
E jak ekstraklasa.
O samym meczu nie ma co pisać długo. Z mojego punktu widzenia Legia zagrała słabo. Jak mawiają mędrcy gra się tak jak przeciwnik pozwala. No i PSV dało nam się wyszumieć po czym konsekwentnie nas wypunktowali.
Ljuboja był po prostu za wolny na holendrów. A chwalone piętki Polaków i Serbów w Przeglądzie Sportowym mnie najbardziej irytowały. Podanie piętką nigdy nie jest na tyle dokładne ani szybkie jak podanie normalną częścią stopy.
Skrzydła były nie widoczne, szczególnie Rybus.
Boczni obrońcy praktycznie nie istnieli w akcjach ofensywnych.
Żewłakow często krzyczał na kolegów z obrony, za głupie wypady i bojaźliwą grę, ale nic to nie dało.
Dla mnie mecz był słaby może za dużo oglądam lig angielskiej, hiszpańskiej i niemieckiej. Bo gust mi się wypaczył.
PSV z tymi młodymi rozwijającymi się chłopakami to przyszła ekstraklasa europejska.
Nasze chłopaki potrzebują więcej takich meczów. I chwała Skorży, że daje im grać i edukuje ich tam gdzie powinni się uczyć. Na boisku nie na treningach czy w młodej ekstraklasie.