Patrząc na ten tytuł każdy normalny człowiek zastanowi się co w tak zacnym gronie robi Legia Warszawa. Bo przypomnę, że AS Roma jest wicemistrzem Włoch i uczestnikiem obecnej Ligi Mistrzów a w tamtym roku odpadła dopiero w ćwierćfinale z Man Utd. Że Lyon zdobywa mistrzostwo Francji nie przerwanie od 5 lat, pomimo tego, że co roku sprzedaje swoich najlepszych zawodników. Że Arsenal w tym sezonie nie przegrał 13 kolejnych meczów, a tylko 2 z nich zremisował, pomimo tego, że w ostatnich latach sprzedał podobno swoje najlepsze gwiazdy z Henry, Ljungbergiem, Cole'em i Campbellem na czele.
Ale nie o tym dziś chciałem pisać. Otóż Legia nie ma niewiele wspólnego z tymi klubami, ba wręcz nic oprócz jednego faktu, że swój mecz w lidze, grała w minioną niedziele i to na wyjeździe, i to tyle właśnie. A ja piszę właśnie dlatego o tym, gdyż w ten właśnie dzień zrobiłem sobie maraton przed tv. Zaczynając o 15 meczem AC Milan - AS Roma, później Liverpool - Arsenal, Wisła - Legia i końcówka meczu PSG -Lyon.
Zapewne mógłbym napisać tutaj wiele i jeszcze więcej o tych meczach, taktykach, zawodnikach itd, itd, ale wspominam o tym wszystkim tylko po to, żeby mieć jakiś punkt wyjścia do dyskusji na temat piłki polskiej, europejskiej i światowej. Chcę podjąć polemikę, zastanowić się gdzie dąży football. Czy to aby jest dobra droga, pieniądze, pieniądze i pieniądze.
Obejrzałem 4 mecze, w których wystąpiły czołowe drużyny każdej ligi. Porównywanie meczu Arsenalu z Live do widowiska Wisły z Legią, jest wręcz irracjonalne, bo poza tym że na boisku była piłka, 3 sędziów i 22 piłkarzy nie zobaczyłem tam żadnych podobieństw. W Arsenalu prym wiódł młodziutki Fabregas, który strzelił piękną bramkę, raz trafił w słupek, a i tak ja sądzę, że w tym meczu Hiszpan miał zły dzień. Wpadł w pełnym w biegu w pole karne, obrońcy nie zdążyli z pułapką offsajdową, a ten na pełnej prędkości, nie mając czasu nawet na pierdnięcie, pchnął piłka samym czubkiem stopy i gol. Zaś w meczu Legii, bramkę Zieńczuka Przegląd Sportowy określił jako fantastyczną. Co tam było fantastycznego, to ja naprawdę nie wiem, polecam tylko obejrzeć bramki z meczów Arsenalu i Milanu i zastanowić się nad przymiotnikami używanymi w polskiej prasie. Ale i tak dla tych leniwych opiszę tą sytuację. Górna piłka dolatuje przed linię pola karnego, odbija się od ziemi, gdyż Dickson Choto nie trafia w nią głową, w pobliżu stoi jeszcze Astiz oraz Roger, ale podbiega do niej Brożek, przepycha prawie dwu metrowego murzyna, podaje piłkę do wychodzącego na wolną pozycję Zieńczuka, a ten strzela na bramke, po prostu strzela. Żadne okno, czy coś tam, taki o strzał na bramkę, jakich wiele na szkolnych boiskach. I to tyle. To cały mecz, poza rozbitą głową Dudki, ujrzeliśmy walke, walke i tylko walkę, ale opierającą sie na faulach i brudnej grze, a nie na pięknych okrzydlających akcjach. Mnie ten mecz znudził, a w porównaniu do dynamicznego i bardzo fascynującego widowiska jaki stworzyły dwie niepokonane drużyny premiership, wręcz zniechęcił do dalszego oglądania polskiej pomarańczowej ekstraklasy. Lepiej to wygląda jak czytam Przegląd Sportowy i tak też polecam wszystkim innym.
Na koniec podsumowanie piłkarskiej niedzieli Milan przegrał z Romą 0:1 po przepieknej główce Vucinicia z podania Cicinho, ogólnie piłkarze z Mediolanu nie mieli kondycji, siły i chyba po prostu motywacji na to spotkanie. Arsenal zremisował 1:1 po wspomnianej bramce Cesc'a i piekielnie mocnym uderzeniu z wolnego Gerrarda. W całym spotkaniu londyńczycy byli dużo dynamiczniejsi i bardziej kreatywni i powinni wygrać to spotkanie. Lyon wygrał 3:2 w Paryżu chociaż ponad poł godziny grali w osłabieniu, a bramkę strzelił Benzema już dziś głośno przymierzany do składu kanonierów.
31.10.07
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz